Hotel jest położony w ładnym miejscu, jako baza wypadowa w góry jest idealny. Jest duży, zanim znajdziesz swój pokój, spokojnie możesz przejść nawet kilometr.
Śniadania trochę kulały, przez te dwa dni nie doczekałem się jajecznicy. Dziwne było też to, że do parówek był chrzan, ale musztardy nigdzie nie znalazłem.
Fajne jest to, że w cenie można nalać sobie napój z automatu, ale porcja jest strasznie mała. Doceniłbym większe szklanki i wodę gazowaną.
Aquapark jest dobry, ale głupie było to, że za każdym razem zawodziła technika. Najpierw nie mogliśmy wejść na jedną kartę, więc musiałem wracać do pokoju po drugą, a to była naprawdę długa droga. Za drugim razem mieliśmy już dwie karty, ale jedna nie była aktywna na basen, więc znowu odesłano nas do recepcji po inną kartę. Przy wyjściu zdezaktywowała się opaska i nie dało się otworzyć szafki.
Jeśli ta technika już wam dosługuje, polecam wydawać opaski od razu w recepcji. Nowoczesny hotel potrafi już opaską otwierać drzwi do pokoju i przypisywać do niej wydatki. Wydawanie ręczników można też rozwiązać przez automat/box otwierany opaską.
Parkowanie w garażu podziemnym było katastrofą. Przy wyjeździe połowa garażu była zagrodzona jakąś atrakcją, a oznakowanie nawigacyjne doprowadziło mnie właśnie tam. Prawie nie dało się tam zawrócić, długo błądziłem, zanim udało mi się wyjechać na zewnątrz.
To ładny hotel, ale macie jeszcze dużo możliwości, żeby poprawić swoje usługi.