Kupiłam dysk menstruacyjny po mojej wieloletniej „przygodzie” z kubeczkami menstruacyjnymi. Niestety żaden rozmiar ani model nie chciał ze mną współpracować – zawsze kończyło się przeciekami i moim przekonaniem, że chyba mam antytalent do logistyki kubeczkowej.
Przez chwilę byłam już pewna, że problemem nie są kubeczki, tylko ja i moje „zdolności manualne”. Aż tu nagle pojawił się dysk.
Pierwszy okres z nim i… szok. Założyłam od razu dobrze (co samo w sobie jest dla mnie wydarzeniem roku) i ani jedna kropla nie postanowiła się wydostać na wolność. Przed zakupem czytałam, że trzeba kilku cykli nauki, a tu proszę – najwyraźniej mój organizm postanowił zrobić mi miłą niespodziankę.
Dysk jest niewyczuwalny, można zapomnieć, że w ogóle trwa okres i żyć jak człowiek, a nie jak tester szczelności produktów higienicznych.
Szczerze? Żałuję, że nie odkryłam go wcześniej. Projektantka tego cudu powinna dostać przynajmniej medal, jeśli nie Nobla 😉 Będę polecać każdej kobiecie!