Zamówiłem ją totalnie przypadkiem… a mam wrażenie, że to ona zamówiła mnie. Otwieram paczkę, patrzę — zwykła bułka. Biorę kęs… i nagle cisza. Jakby świat zrobił pauzę, a ja siedzę i analizuję sens życia między jednym gryzem a drugim. Ta bułka nie jest dodatkiem — ona jest wydarzeniem. Lekko orzechowa, sprężysta, jakby ktoś wziął wszystko co dobre w pieczywie i powiedział „robimy to porządnie”. W pewnym momencie złapałem się na tym, że jem ją powoli, z szacunkiem, jakby to był limitowany drop, który zaraz zniknie z rynku. Gdyby bułki miały status VIP, ta miałaby własną ochronę i kolejkę przed wejściem.