Podobno istnieje piwnica, do której nikt nie ma normalnego dostępu — wchodzisz tylko wtedy, kiedy „ogórki uznają, że jesteś gotowy”. W środku półmrok, rzędy słoików i jakaś dziwna cisza, jakby wszystko tam pracowało we własnym tempie. Mówią, że ktoś kiedyś próbował przyspieszyć kiszenie… i ogórki po prostu „nie wyszły”, jakby się obraziły.
Te smakują tak, jakby nikt ich nie poganiał — idealnie kwaśne, konkretne, z charakterem. I serio, po jednym zaczynasz mieć wrażenie, że to nie jest przekąska… tylko coś, co rządzi się swoimi zasadami.