Jest doskonały, bez kitu. Dobrze leży w dłoni, ma idealną kreskę, końcówka nie deformuje się w trakcie częstego użytkowania. I jeszcze taka (dość tajemnicza) sprawa - ten cholerny pisak się NIE WYPISUJE. Towarzyszy mi od pierwszego MaMy Kalendarza, a właściwie towarzyszą, ponieważ kalendarze tracą terminy ważności, reinkarnują w bloki rysunkowe, a pisaki trwają, mam ich blisko dziesięć. Jestem zdania, że nazwa Zapasowy pisak jest lekko uwłaczająca, może warto pomyśleć nad czymś bardziej adekwatnym - Pisak TRWAM, albo MaMy Pisak, albo Przeżyję-Was-Wszystkich? Dziękuję.