Zaczęło się od ciekawości, a skończyło na tym, że Primabiotic na stałe zagościł w mojej codziennej rutynie. ❤️
Do tej pory piłam kolagen w proszku, rozpuszczany w wodzie, dlatego początkowo byłam ciekawa, jak sprawdzi się forma małego shota. I muszę przyznać – to był strzał w dziesiątkę!
Jedna mała buteleczka rano i gotowe. Bez rozpuszczania, mieszania, odmierzania czy przygotowywania. Po prostu otwieram i piję. Z czasem tak przyzwyczaiłam się do tej rutyny, że naprawdę trudno mi sobie wyobrazić poranek bez jednej buteleczki. Co więcej, jestem sama w szoku, że udało mi się tak konsekwentnie pić kolagen – praktycznie codziennie!
Efekty zauważyłam naprawdę szybko – pierwsze zmiany pojawiły się u mnie już po około 1,5–2 tygodniach.
Przede wszystkim zauważyłam, że paznokcie rosną zdecydowanie szybciej, podobnie jak włosy, a skóra wygląda lepiej i jest w lepszej kondycji. Co najbardziej mnie zaskoczyło, zauważyłam również, że przed miesiączką moja skóra reaguje znacznie łagodniej – pojawia się zdecydowanie mniej niedoskonałości i wyprysków.
Oczywiście wiem, że takie efekty są bardzo indywidualne i mogą zależeć od wielu czynników, m.in. ogólnego stanu organizmu, diety czy poziomu różnych składników odżywczych. Piszę więc wyłącznie o swoim doświadczeniu – ale właśnie dlatego jestem tak pozytywnie zaskoczona.
Muszę jednak wspomnieć o jednej rzeczy – smak oryginalnej wersji początkowo nie był dla mnie łatwy. 😂 Przy pierwszej buteleczce zdecydowanie nie pomyślałam: „O wow, chcę więcej!”. Ale dałam mu szansę. Po kilku kolejnych buteleczkach przyzwyczaiłam się do smaku, a dodatkowo odkryłam, że mocno schłodzony kolagen smakuje zdecydowanie lepiej. Kilka buteleczek wrzuciłam do lodówki i od tego momentu problem właściwie zniknął.
A potem pojawiła się wersja Cherry… ❤️🍒
PRIMABIOTIC – PROSZĘ, BŁAGAM, ZOSTAWCIE CHERRY NA STAŁE!
To jest absolutnie mój smak numer 1. Różnica jest ogromna – już po pierwszym spróbowaniu miałam ochotę sięgnąć po kolejną buteleczkę. I właśnie ten smak sprawił, że picie kolagenu stało się dla mnie czymś, na co naprawdę mam ochotę, a nie kolejnym punktem do odhaczenia na liście codziennych obowiązków.
Moim zdaniem Cherry byłby również świetnym wyborem dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z kolagenem. Dobry smak naprawdę może zdecydować o tym, czy ktoś będzie regularnie sięgał po produkt, czy szybko się zniechęci.
Ogromny plus również za opakowanie. Szklane buteleczki są małe, poręczne i dobrze wykonane. Czasami tylko zdarza się, że zakrętka jest trochę trudna do odkręcenia. Zewnętrzne boxy są natomiast zawsze bardzo estetyczne i tematycznie nawiązują do danego smaku. Są też proste do złożenia, więc po opróżnieniu buteleczek łatwo można je uporządkować i wyrzucić.
I nie mogę nie wspomnieć o kwasie hialuronowym – smak to po prostu PETARDA! 🔥 To kolejny produkt Primabiotic, który bardzo lubię.
Najlepszym dowodem na to, jak bardzo polubiłam Primabiotic, jest chyba to, że właśnie zamówiłam kolejny, 4-miesięczny zapas kolagenu Cherry. Zresztą większe zamówienia robię już właściwie z automatu, bo wiem, że wszystko zużyję. 😊
Od początku mojej przygody z Primabiotic kupiłam już co najmniej 1,5-roczny zapas kolagenu oraz kilkumiesięczny zapas kwasu hialuronowego – i ani przez chwilę nie żałowałam wydanej na nie ani jednej złotówki. ❤️
Primabiotic – zostańcie z Cherry na zawsze. Naprawdę. To jest TEN smak! 🍒❤️💯🚀🔥❤️