Każdy wiersz jest jak mała scena: drobny ruch gałęzi, cień na wodzie, lampion kołyszący się na wietrze. To takie haiku, które nie mówią dużo, ale zostawiają światło w głowie jeszcze długo po przeczytaniu. Takie, które czyta się powoli, jakby słowa mogły się rozsypać, jeśli usiądziesz na nich zbyt ciężko.
Wydanie też robi robotę — minimalistyczne, eleganckie, trochę tajemnicze. Wygląda jak książka, którą ktoś trzyma w szufladzie na „te momenty”, kiedy nie szuka się pocieszenia, tylko zrozumienia.