Te spodnie to hit slow fashion i szafy kapsułowej. Mam je od 2 lat (także w kolorze czarnym i szałwii) i nic się z nimi nie dzieje po praniu czy w trakcie użytkowania. Pasują na wiele okazji chociaż jasny kolor zachęca przede wszystkim do noszenia w cieplejsze dni. W lecie chłodzą jakby się nic nie miało na nogach, na jesień grzeją. W przeciwieństwie do wielu bezkształtnych, lnianych modeli, ten fason wygląda bardzo kobieco, elegancko, optycznie wydłuża sylwetkę. Zawsze stałam na stanowisku, że w luźnych spodniach trudno wyglądać sexy, a Como zmieniły ten pogląd. Kolejny mit, który te spodnie obalają, to taki, że w szarym nie każdemu jest do twarzy. Jest w tym odcieniu coś takiego, że pasuje nawet do mojej bardzo jasnej karnacji, lubiącej raczej żywe kolory, i to nawet kiedy noszę go z górą w tym samym kolorze. Jedyny minus to prasowanie, ale pięknie i szybko można je ogarnąć parownicą. Jeśli ktoś bardzo nie lubi prasować, ale jednocześnie nie przepada za wygniecionymi ubraniami, lepsze będą Como w kolorze czarnym.